Przekaz idący pod mechanizm wymaga nieustannego dopłacania i gaśnie w dniu, w którym pieniądze się kończą. Ten koszt jest najlepszym wskaźnikiem, jaki mamy. Jeśli coś rozchodzi się bezpłatnie, prawie na pewno karmi coś, co w człowieku już było.
Widać to najlepiej na trzech opowieściach, które kino powtarza od stu lat, ponieważ nie musi za nie płacić. Pierwsza to sprawiedliwe zakończenie, w którym zły dostaje za swoje, dobry dostaje nagrodę, a rachunek zamyka się przed napisami końcowymi. Druga to miłość jako stan docelowy, gdzie kamera wyłącza się na weselu, czyli dokładnie tam, gdzie kończy się neurochemia zakochania i musiałaby zacząć się praca. Trzecia to sukces jako zasłużona nagroda, czyli montaż treningowy, w którym dziewięćdziesiąt sekund wysiłku przynosi wynik. Żadna z tych opowieści nie potrzebuje ideologii. Każda karmi mechanizm, który człowiek nosi w sobie od tysiącleci.
Nie znaczy to, że opisany wyżej okres był bez znaczenia. Znaczy to, że jego skutki były mniejsze i mniej trwałe, niż zakładały obie strony sporu, z których każda była głęboko przekonana, że algorytm pracuje przeciwko niej właśnie. Warto też zauważyć, że to jest wiadomość gorsza niż społeczna inżynieria, a nie lepsza. Architekta można zwolnić, można napisać ustawę, rozbić firmę, usunąć aplikację z telefonu. Wzmacniacz działa tylko wtedy, gdy dostaje sygnał, a sygnałem jesteś ty.