Nowy esej: «Licznik, którego już nikt nie odczytuje»
Dodałem do galerii nowy esej — „Licznik, którego już nikt nie odczytuje”. To tekst o samotności, którą ewolucja wpisała w nas jako cenę za życie w wielkim, anonimowym społeczeństwie — i o tym, dlaczego poczucie bycia niezauważonym tak łatwo mylimy z wadą świata zamiast rozpoznać w nim mechanizm.
Sednem jest „licznik wartości”: w grupie około stu pięćdziesięciu osób (liczba Dunbara) twoją wartość na bieżąco odczytywało sto pięćdziesiąt par oczu, bo każdy był od każdego zależny. Globalny rynek, w którym wszystko kupisz od obcego, wyłączył ten licznik — nikt nie musi być ci niezbędny, więc i ty nikomu. W puste miejsce mózg wstawia protezę: wyświetlenia, lajki, obserwujących — krzyk o potwierdzenie wystrzelony w pustkę, w której nikt konkretny nie odpowie.
Stąd ukłucie, gdy bogaci się sąsiad (rywalizacja została, współzależność wycięto), i maszyna oburzenia karząca w próżni obcych, których nigdy nie spotkasz. Esej nie oskarża świata — daje mapę: wioski nie odbudujesz, ale możesz ręcznie wpleść z powrotem pojedyncze nici zależności. Bo można być znanym i lubianym, a wciąż nie być potrzebnym: lubiany jest ten, kto nie przeszkadza; potrzebny — ten, którego brak zostawiłby dziurę.
Przeczytaj:
adgrex.euLicznik, którego już nikt nie odczytuje — Eseje | Labirynt szczęściaMasz w telefonie setki kontaktów. Policz teraz, dla ilu z tych osób twoje zniknięcie byłoby czymś więcej niż smutną wiadomością – komu przez to żyłoby się…
8 czerwca 2026