Już delikatny, powtarzający się spór o pozycję w związku wystarczy, by podświadomość zaczęła kwestionować wartość tej inwestycji. Mózg nie potrzebuje otwartej wojny. Wystarczy brak jasności co do tego, kto za co odpowiada i kto prowadzi, by układ nagrody zaczął wycofywać zaangażowanie reprodukcyjne. To nie jest świadoma decyzja. To cicha reewaluacja partnera, która odbywa się poniżej progu świadomości i objawia się po prostu brakiem pożądania. Jeśli te spory się utrwalają i eskalują, wchodzi kolejny poziom blokady: chroniczny kortyzol. Codzienne udowadnianie racji podtrzymuje stan fizjologicznego alarmu, a organizm w trybie przetrwania nie inwestuje w reprodukcję. Paradoksalnie więc to nie kolejna „rozmowa wyjaśniająca" przywróci namiętność, lecz jasne ustalenie struktury, w której oboje przestajecie walczyć, a zaczynacie współdziałać z wyraźnym podziałem kompetencji.